piątek, 8 kwietnia 2016

Day 49

- Hej, obudź się. - powiedziała, szturchając jego policzek. 
- Nie, odejdź. - jęknął.
- Ale to Twoje urodziny. - zaśpiewała. Wyskoczył z łóżka. - Kończysz dzisiaj dziewiętnaście lat! - wykrzyknęła, na co on się rozpromienił. Poszedł się ubrać, a ona założyła jego białą koszulkę. Zeszli na dół, chichocząc jak dzieci. - Jesteś gotowy na najlepsze urodzinowe śniadanie w swoim życiu? - spytała, a on potrząsnął głową. 
- Jeśli zrobisz mi wafle z mikrofali, przysięgam... - przerwał, a ona zachichotała.
- Nie, nauczyłam się czegoś. - odpowiedziała, wyciągając patelnię z szafki nad kuchenką, co sprawiło, że jej bluzka się podwinęła, pokazując jej bieliznę. Luke uśmiechnął się i stanął obok niej, jeżdżąc dłońmi po jej gładkich, gołych nogach.
- Skąd? - zapytał, ukrywając swój nos w jej szyi i pocierając jej opalone nogi.
- Od twojej mamy. - uśmiechnęła się przez jego ruchy, a on zaczął całować ją po szyi oraz szczęce.
- Gotujesz z moją mamą? - wymamrotał w jej szyję zaskoczony, na co ona zachichotała.
- Tak, cały czas. Mogłabym równie dobrze tutaj zamieszkać. - odparła, a on potrząsnął głową, odwracając ją przodem do siebie i sadzając ją na blacie. Pisnęła cicho, ale zaraz została uciszona przez jego usta na swoich i jego ręce błądzące po jej udach. Zaskomlała kiedy się odsunął.
- Nie przepracuj się tutaj, kochanie. - uśmiechnął się, idąc do salonu i zostawiając ją z pracą w kuchni.
--------
- To nie jest przepis mojej mamy. To jest lepsze! - krzyknął, zanurzając swoje zęby w kolejnym cynamonowym zawijasie.
- Nie mów tego Liz. - zaśmiała się. 
- Nie mów Liz czego? - blondwłosa kobieta weszła do kuchni i złapała cynamonowego zawijasa z patelni. - Wszystkiego najlepszego, Luke. - powiedziała, przytulając swojego syna. Uśmiechnął się, dziękując jej. Spojrzała na Blaze i uśmiechnęła się, co przypomniało nastolatce o braku spodni.
- Pójdę się ubrać i wtedy możemy się zbierać. - powiedziała, na co on zmarszczył brwi.
- Zbierać się gdzie? 
- Do chłopaków. - odkrzyknęła, będąc już na schodach.
------
Luke śmiał się, kiedy pryskał serpentyną w spreju na Caluma. Ten gwizdnął i usiadł na kanapie obok Michaela, który został opryskany już na początku gry. Grali w serpentynową grę. Jeśli zostaniesz opryskany, wypadasz. Gdy tylko Luke opuścił pokój, Blaze wychyliła głowę zza kanapy.
- To jest jak cholerne "Igrzyska śmierci"! - krzyknęła, a Calum zachichotał. Michael nie odpowiedział, ponieważ był zły, że przez nią odpadł. Cała trójka usłyszała rozczarowany płacz Ashtona z kuchni, oraz zwycięski śmiech Luke'a. Blaze wstała, stając przy oknie i czekając, aż obydwaj wrócą. Ashton wszedł pierwszy, pokryty niebieską serpentyną, a za nim Luke. Kiedy tylko zobaczył Blaze, kierując na nią swój sprej.
- Możesz być moją dziewczyną, ale i tak cię postrzelę. - zagroził.
- Wiem. - powiedziała, również unosząc swój sprej w górę. Kiedy już naciskała przycisk, by wystrzelić żółtą substancję, została postrzelona niebieskim sprejem w brzuch. - No co ty! - jęknęła, na co Luke wykrzyknął ze zwycięstwa.

To były pierwsze urodziny Luke'a Hemmingsa z nią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz